wtorek, 31 stycznia 2012

no 2

Natknęłam się dziś na bloga, pisanego przez młodego faceta, który próbuje pokazać czytelniko jak w łatwy sposób stopniowo poprawiać swoje życie. Jego porady są dość banalne i jeśli nie masz wpracowanego samozaparcia i wyraźnej motywacji do zmian raczej nie wyciągniesz z nich żadnyhc wniosków dla siebie. Jednak znalazła się tam notka, w której prosił by każdy odpowiedział sobie na kilka pozornie banalnych pytań. Człowiek pewnie idący przez życie z pewnością będzie mógł wykreślić słowo 'pozornie' jednak ja pozostanę jednak przy tym epitecie.
1. W czasie robienia czego całkowicie zapominasz o całym świecie? 
Oczywiście - będąc z moim chłopakiem. Traktuje go jako błogosławieństwo od Boga, w którego wiary nie umiem uargumentować. Ludzie mogą nazywać mnie hipokrytką, jednak rozmyślanie o łaskach bożych w moim przypadku powadzi jedynie do negacji religii i prawa bytu Pana Wszechmogącego. Tak więc wolę pozostać przy swoim 'dzięki Boże za Piotrka', bez rozmyślania nad adresatem wypowiadanych słów. Poza tym hedonizm przyćmiewa mi pragnienie poszukiwania wyższej prawdy. Nie mówie że nie próbowałam. Chodziłam do kościoła co niedzielę, gdy mama zostawiła nas z tatą na pół roku byłam w kościele niemal codziennie, ale wbrew temu co próbuje mi wmówić ksiądz, lektura biblii mnie nie porywa, nie pragnę chłonąc każdego zdania, nie upajam się słowem bożym. Nie mam czasu interpretować biblii gdy czekają na mnie zadanka z matmy. Wracając do pytania. Myślę że dla każdej zakochanej dziewczyny godzina z ukochanym przelatuje niczym minuta. Ja jestem zakochana po raz pierwszy, mimo iż miłostek miałam już wiele i nie widzę póki co nic złego w moich romantycznych rozmyślaniach o wiecznej miłości. Jeszcze pół roku temu pępek rozwiązałby mi się ze śmiechu gdyby ktoś chciał mi wmówić iż takie słowa wyjdą z moich ust.
Zastanawiając się jednak głębiej, ku mojemu zaskoczeniu muszę stwierdzić iż podobne uczucia towarzyszą mi podczas rysunku. Nie nudnego, studyjnego, monotematycznego, ale tego, do którego rzadko bo rzadko, ale zabieram się sama. Zastanawiam się - być może gdyby większość moich prac nie była napędzana pośpiechem, bo 'babcia ma urodziny za 3 dni!' rzeczywiście znalazłabym w tym słodką nieprzymuszoną przyjemność?
Jest także lektura. Kocham literaturę, kocham jej magię, ale bardziej kocham Piotrka i to w moim przypadku bardzo się ze sobą kłóci, bo wolę mruczeć do telefonu o niczym i słuchać jego głosu niż uczyć się patrzeć dalej, rozwijać wyobraźnię, kształtować empatię poprzez lekturę ksiązki z ciepłą herbatą w ręku. Może ten stereotypowy obraz mola książkowego jest już troche nudnawy ale w moim przypadku świetnie się sprawdza, z takim jeszcze bonusem, że zwykle ubrudze rogi roztopioną na ciepłych palcach czekoladą.
Co zrobiłeś dziś, aby jutro żyć tak, jak tego pragniesz?
Cóż, dopóki nie przeczytałam parę godzin temu tego pytania moja odpowiedź brzmiała 'nic'. I niestety tak jest niemal codziennie. Oczywiście to bardzo zmobilizowało mnie do nauki i zrobiłam 2 rozdziały do przodu z matematyki. Moje podejście do matury jest fanatycznie skrajne. Są dni kiedy idę ulicą i zastanawiam się 'ile ten ktoś (ktokolwiek) miał procent z matury z matmy?'. Wtedy żal mi jest samej siebie, bo nie potrafię się z tego otrząsnąć, wpadam w amok, nie mogąc przekonać samej siebei że dam radę, skończe dobre studia i wszystko się ułoży. Ja tak nie patrze, fakt uczęszczania do najlepszego liceum w Polsce nie daje mi poczucia 'bezpieczeństwa intelektualnego'
I don't know what i did today for better tomorrow. Język angielski mnie prześladuje.
Posprzątałam pokój - lepsza oraganizacja może mi pomóc w zarabianu kokosów za 10 lat. Będę to sobie wmawiać.

Potem odpowiem na reszte. Papa Olga

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz